PAVEL KONEČNÝ, CZYLI PAN WONKA I FABRYKA ARTBRUTU

– Tylko przywieź mi czekoladę Studencką – powiedziała Eliza, kiedy zdecydowaliśmy się na pierwszy wyjazd do Czech. W latach 80. XX wieku jej mama jeździła dość często do „pachnącego” czekoladą Ołomuńca. Jeździła tam za pracą, a praca była w fabryce słodyczy.

ruszamy 🙂

Dziś podobnie jak wedlowskie, czeskie „studenckie” można nadal kupić, ale są robione przez międzynarodowe koncerny i straciły posmak lokalności. O wiele bardziej smaczne, a na pewno wyjątkowe jest odkrywanie czeskiego artbrutu, który od lat 90. XX wieku zaczyna być lokalną marką, choć trzeba przyznać, że nadal bardziej w gronie pasjonatów i koneserów.

Vera, Andrzej i Pavel w mieszkaniu w Ołomuńcu

W rolę Willy’ego Wonky wcielił się Pavel Konečný – czeski kolekcjoner, który od kilku lat przyjaźni się z Andrzejem Kwasiborskim. Od 5 lat w Ołomuńcu organizuje, wspólnie z francuskim ABCD, Festiwal Filmów Art Brut. To festiwal, na który – jak na razie bezskutecznie – wybieraliśmy się od lat (w ubr. poświęcony był polskim twórcom – na plakacie znalazł się rysunek Włodka Rosłona z kolekcji AK, a partnerem był poznański AUT festiwal). Ale o tym za chwilę. Pierwsza była Opava – dawne miasto królewskie, dziś liczące 60 tys. mieszkańców urokliwe, choć naznaczone brzydotą komunizmu, miasteczko. Jesienią 2015 w tamtejszym Domu Sztuki OKO (Dům Umění Oko) na ul. Piekarskiej 12 została otwarta wystawa „Artyści z czystego serca” z kolekcji Pavla.

Plakat do wydarzenia związanego z opavską wystawą

Pan Wonka

Dom Sztuki to amalgamat modernistycznego budynku przyklejonego do dawnego, założonego w XIII w. klasztora Dominikanów i (zdesakralizowanego jak większość w Czechach) kościoła św. Wacława. Jeszcze przed wojną był on własnością armii, która przechowywała w nim mąkę i zboże. Podczas II wojny to samo robił Wermacht. Po 1945 roku zrujnowane budynki miał być rozebrane, ale ludzie stanęli w ich obronie. Ostatecznie udało się, w l. 60. – 70. XX wieku, doprowadzić do remontu. Dziś dawny dziedziniec klasztorny jest przysłonięty szklanym dachem i stanowi wspaniałą przestrzeń do wystaw. Kościołowi zdjęto zaś barkowe wdzianko odsłaniając jego gotycką naturę. Obecnie jest częścią kompleksu, w którym odbywają się wystawy, koncerty i… wesela.

Dom Sztuki w Opavie

Pavel – absolwent Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu, był niegdyś – jak mówi Anežka Šimková – szefem szefów. Kierował m.in. Teatrem Muzycznym w Ołomuńcu (1975/89), działem źródeł i dokumentacji, a następnie biurem regionalnym Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Ołomuńcu. Teraz jest zajmuje się PR w Muzeum Sztuki Współczesnej w Ołomuńcu i realizuje się w swojej pasji –eksploracji światów artbrutu i budowaniu kolekcji.

Rysunki, obrazy, rzeźby, obiekty zaczął gromadzić już w 1972 roku. Głównie były to prace samouków, twórców z kręgu sztuki ludowej, naiwnej a – od niedawna – i art brut. Przez lata twórczość outsiderów popularyzował, robił wystawy, publikował, a nawet zrobił film o „naiwnym” Antonin Reháku. Po trzydziestu latach jego kolekcja osiągnęła spore rozmiary: 550 prac 40 autorów z Moraw, Czech, Słowacji, Włoch i Polski, m.in. Leošia Wertheimera, Cecilii Markovej, Anny Zemánkovej czy Genowefy Magiery.

prace Zemankovej

Ubiegłoroczna ekspozycja, trwająca do stycznia 2016 roku to nawiązanie do wystawy „Artyści czystego serca. Sztuka naiwna, ludowa i art brut. Kolekcja Pavla Konecznego” w ołomunieckim Muzeum Sztuki w latach 2001/2002. Wernisaż, zorganizowany podobnie jak ostatnie wystawy – zamykanego w maju – warszawskiego MSN, czyli łącznie z dwoma innymi (rysunków satyrycznych i fotografii osób niepełnosprawnych), stanowił najciekawszy punkt wieczoru, na który zostaliśmy zaproszeni. Prace z kolekcji Pavla umieszczono w przestrzeni dawnego klasztornego dziedzińca. Wzrok przykuwały przede wszystkim rysunki Zemánkovej i Wertheimera. Cieszyła obecność Genowefy Magiery i Władysławy Iwańskiej.

Prace Markovej

Pierwszy kęs

Anna Zemánková znana jest w świecie amatorów twórczości outsiderów doskonale. Jej prace znajdują się w Kolekcji Art Brut w Lozannie. Ma je zarówno Bruno Decharme (ABCD Paryż) jak i James Brett (Museum of Everything Londyn).

prace Magiery

Urodziła się w Ołomuńcu w 1908 roku, ale z czasem przeniosła się z rodziną do Pragi. Wyszła za mąż. Urodziła dwie córki. Pracowała. Była technikiem dentystycznym. W wieku 52 lat dopadła ją depresja. Wtedy zaczęła rysować… swoje równoległe światy. Podobnie jak Oreste Fernando Nanetti twierdziła, że wyczuwa niewyczuwalne fale magnetyczne. Powstawały niezwykłe ni to abstrakcyjne, ni to roślinne, ni to ludowe motywy. Tworząc nie ograniczała się wyłącznie do pasteli, często dziurawiła swe prace, tworzyła reliefy, np. z naszyć, często „szydełkowała” kartki. Do roztarcia koloru używała szmatek lub satyny przez co, niektóre rysunki sprawiają wrażenie jakby były wypolerowane. Zmarła w 1986 roku.

miejsce wystawy kolekcji Pavla

Popularność zawdzięcza aktywności swej wnuczki Teresy Zemánkovej, która studiowała w Pradze, a potem w Paryżu, gdzie nawiązała kontakty z Bruno Decharmem – właścicielem kolekcji ABCD. Od 2002 roku roku jest szefową stowarzyszenia ABCD, kuratorem wystaw i szefową praskiego oddziału kolekcji.

Leoš Wertheimer to chyba najbardziej ulubiony czeski twórca Andrzeja. Nie ma się co dziwić. Loeš rysuje pociągi, ale powiedzieć rysuje to mało. On tworzy całe wykresy. Używając ołówka, kredek i szarego, a raczej brązowego, papieru, z niezwykłą dokładnością przenosi wszelkie mechanizmy, tryby, koła i inne elementy maszyn dodając pełny opis możliwości technicznych pojazdu, rok produkcji i kraj pochodzenia oraz czas… jakiego potrzebował, aby rysunek stworzyć.

jedna z prac Leošia w kolekcji Pavla

Bez dwóch zdań, ma rękę do rysunku technicznego. Z wykształcenia jest przecież mechanikiem samochodowym. Pracował też na kolei. Był też strażakiem. Ale kolej to jego pasja, odkąd skończył 5 lat. Niezwykłość rysunków Leosia wynika z faktu, że choć uwypuklają one przede wszystkim aspekty techniczne maszyn, są jednocześnie bardzo oryginalne pod względem artystycznym i poruszające pod względem emocjonalnym.

Prace Wertheimera miałem okazje kilka razy podziwiać u Andrzeja. Z pracami Anny Zemánkovej stykałem się dotąd wyłącznie przez katalogi wystaw. Po raz drugi zobaczyłem je w Ołomuńcu. Po ciepłym przyjęciu przez Pavla i – jego partnerkę życiową -Verę w Opavie, wypiciu kilku przepysznych pilznerków z beczki w opavskiej Kozlovni, obiecaliśmy sobie, że spotkamy się na 5 Festiwalu Filmów Art Brut w Ołomuńcu w marcu/kwietniu 2016. Tak też się stało.

Ołomuniec – kęs historii

Do Ołomuńca dotarliśmy wieczorem. Mocno podało. Obiadokolacje podlaną czeskim piwem (podobno, zgodnie z jedną wersji, nazwa miasta powstała z połączenia wyrazów „huczeć“ i „piwo”) zjedliśmy u Capitana Morgana – w knajpie mieszącej się w XVIII-wiecznych Koszarach Wodnych.

pierwszy haust u Capitana Morgana

Dopiero poranek przywitał nas słońcem. Ołomuniec jest o 20 km kw. większy od Płocka, ale mieszkańców jest mniej o 20 tys. To miasto z podobnym doświadczeniem jak Płock. W XVII wieku zostało niemal całkowicie zniszczone przed Szwedów. Gdy w 1650 roku, po ośmiu latach wymaszerowały z miasta wojska szwedzkie, z siedmiuset domów mieszczańskich pozostawili, w stanie nadającym się do zamieszkania, niespełna jedną czwartą. Z mniej więcej 30 000 mieszkańców, którzy żyli w mieście w 1640 roku, pozostało niecałe 2 tysięcy. Dziś po Szwedach nie ma śladu, a i podobieństw z Płockiem – niewiele. My mamy jedną secesyjną budowlę, kilka barokowych, trochę gotyckich oraz neoklasycystyczną zabudowę Grodzkiej i Starego Rynku. Tam piękne stare miasto z renesansowymi i barokowymi uliczkami, pod względem wielkości ustępuje tylko Pradze. To w Ołomuńcu na głównym rynku stoi słynna XVIII-wieczna, mierząca ponad 30 metrów, kolumna Trójcy Przenajświętszej wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

słynny 30-metrowy słup morowy na jednym z pięknych ołomunieckich ryneczków

Choć pierwsza wzmianka o mieście pochodzi z 1017 roku, wielu wierzy że założycielem grodu był sam Juliusz Cezar. Świadczy o tym Fontanna Cezara – jedna z ośmiu znajdujących się na Starym Mieście. Przedstawia Juliusza Cezara – mitycznego założyciela miasta – na koniu. Pod jego nogami są dwie figury mężczyzn z tarczami w rękach – symbole Moraw i Dunaju. Postać Cezara zwrócona jest w stronę Wzgórza św. Michała, bo według legendy właśnie tam stacjonowały rzymskie legiony.

Andrzej, Anežka, Ja i Pavel pod fontanną Cezara

Ołomuniec trzeba zwiedzać spokojnie i powoli (symbole miasta jest przecież… żółw 🙂 ). My na to nie mieliśmy czasu. Dlatego wspomnę jeszcze, że obok mnóstwa rzeczy, które warto tam zobaczyć, jest na pewno piękny artdekowski budyneczek z 1906 roku, przy budowie którego łapska maczał niejaki Klimt (elementy wystroju). To Villa Primavesich, mieszcząca się na ul. Uniwersyteckiej, prowadzącej do Uniwersytet Palackiego, w której studiował Pavel. To jedna z cenniejszych realizacji secesji wiedeńskiej w Europie Środkowej. Postawili ją wiedeńscy architekci Franz von Krauss i Josef Tölk dla rodziny bankierów ołomunieckich – Primavesich. Rodzina ta miała dwie pasje – zarabianie pieniędzy i kolekcjonowanie dzieł sztuki, którymi wypełniała swoją siedzibę. Ich pasję widać również na zewnątrz. Zobaczcie piękne mozaiki…

willa Primavesich
mozaika w Villi Primavesich

Z ogrodu Villi rozpościera się piękny widok na jeden z ołomunieckich parków – Park Bezručovy sady, który powstał na przełomie wieków (1898). Jest tu ogród botaniczny, mauzoleum, wspólna krypta ze szczątkami południowosłowiańskich żołnierzy z czasów I wojny światowej oraz jedna z bram miejskich, tzw. Brama Żydowska.

Żydowska brama, do której dociera się przez uniwersytecki dziedziniec

Kwiaty i inne światy

Ale dość już o zabytkach. Czekają na nas Pavel i Anežka Šimkova. Spotkamy się przed miejską galerią, w której trwa wystawa, wspomnianego już Antoniego Rehaka – biskupiego ogrodnika, którego pasją była natura i sztuka. Mnie powalił jego obraz przedstawiający słynny Svatý Kopeček (Święta Górka), od setek lat nierozerwalnie związana z krajobrazem okolicy – miejsce kultu religijnego i przykład przepięknej barokowej zabudowy z górującymi nad miastem wieżami bazyliki pw. Nawiedzenia Marii Panny. Rehak nie tylko uchwycił piękno architektury, ale również krajobrazu. Nie sposób nie zachwycić się soczyście żywą zielenią jego obrazu. Svatý Kopeček to jeden z tych obowiązkowych punktów podróży, którego nie udało nam się zobaczyć, ale cóż… atrakcji było aż nad to…

Co robić, kiedy Anežka Šimková miała dla nas fantastyczną niespodziankę i nie lada atrakcję. Zabrała nas do Muzeum Sztuki Współczesnej, mieszczącym się w późno secesyjnym budynku, który odrestaurowano na początku lat 90. XX wieku na potrzeby muzeum.

Muzeum Sztuki w Ołomuńcu, jest pod względem ilości zgromadzonych eksponatów drugim co do wielkości, tuż po Galerii Narodowej w Pradze, muzeum w Czechach. Składa się z trzech obiektów: Muzeum Sztuki Współczesnej, Muzeum Archidiecezjalnego Kromieryż i Muzeum Archidiecezjalnego Ołomuniec, w którym co roku odbywa się, organizowany przez Pavla, Festiwal Filmów Art Brut.

Anežka – jako kuratorka – była w trakcie przygotowań wystawy pt. „Květy a jiné světy” (Kwiaty i inne światy). Muzeum Sztuki Współczesnej zaplanowało wernisaż na 29 kwietnia. Kiedy weszliśmy na salę wystawową, a był to 31 marca, wszystkie obrazy już wisiały na swoich miejscach.

prace już na ścianach, choć wystawa dopiero za miesiąc 🙂

Był to oczywiście ukłon dla gości festiwalu, a przede wszystkim dla prof. Johanna Feilachera, obecnego dyrektora Muzeum Gugging (Feilacher jest psychiatrą i rzeźbiarzem, który przejął pałeczkę od Léo Navratil w 1983 roku). Dyrektor Gugginu przyjechał na festiwal poopowiadać o niezwykłej historii austriackiego szpitala i domu dla takich artystów jak August Walla.

Pavel, Anežka i Johann Feilacher, w tle Anná Zemánková

Tym sposobem, również i my mogliśmy zobaczyć fantastyczne prace przede wszystkim kobiet – Anny Zemánkovej, Cecilii Markovej, Adéli Ducháčovej i Anny Haskel. Niektóre prace pochodziły jeszcze z lat 20. i 30. XX wieku. Są niesamowite. Zobaczcie sami…

Kolory ciszy

Dosłownie kwadrans drogi od Muzeum Sztuki Współczesnej (ul. Denisova) oddalone jest wspomniane Muzeum Archidiecezjalne (plac Václava), które powstało w 1998 roku we współpracy z ołomunieckim arcybiskupstwem w dawnym Pałacu Biskupów morawskich w pobliżu Bazyliki pw. św. Václava (kolejny Wacław :-). Pałac to romańska budowla. To tu kilka miesięcy spędził Amadeusz Mozart pisząc w tym czasie szóstą symfonię F-dur.

Amadeusz i ja
Bazyliki pw. św. Václava

Pavel i jego festiwal

To tam o godz. 17-tej, krótkim wstępem Pavla rozpoczął się 5. Festiwal. Obejrzeliśmy sześć filmów. Najciekawsze były „Les Couleurs du Silence” Milki Asaff z 1995 roku – reportaż ze słynnego Domu Artystów w Gugging pokazujący 14 schizofreników-pensjonariusz, z których dwunastu maluje, a dwóch pisze wiersze.

Wśród nich byli m.in. Hauser, Walla, Tschirtner – twórcy znani, których prace można zobaczyć w galeriach całego świata. Milka Asaff łazi z kamerą za każdym z nich. Jest gdy jedzą, gdy malują, gdy kładą się spać, gdy coś znajdują lub mają coś do powiedzenia. Nie ma komentarza z off. Nie ma wymądrzania się i nie ma kreacji, aranżowania sytuacji nieprawdziwych, tworzenia „kreatywnego” dokumentu, zabiegów, których po prostu nie znoszę w dokumentach (zwłaszcza tych poświęconych twórcom art brut). Jak się okazało film ten otrzymał Grand Prix Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Paryżu na Biennale Filmów o Sztuce w 1996 roku. Zasłużenie.

Trzeba jednak przyznać, że zarówno „Im Land Kollombye?” z 1985 roku, jak i „August Walla!” – kolaż filmowy Sylvie Kummer z 2012 były interesujące ze względów historycznych. Pierwszy pokazywał legendarnego dr. Leo Navratila, który stworzył w swym szpitalu warunki sprzyjające rozwojowi artystycznemu pensjonariuszu. Widzimy go podczas spacerów i rozmów z Augustem i jego matką.

Drugi film był ważnym ze względu na świetne materiały filmowe i fotograficzne z lat dziecięcych i młodości Augusta Walla. W sumie tytuł tegorocznego festiwalu zamiast „Gugging je Gugging” mógłby brzmieć „Voilà August Walla!”, gdyby nie jeden film „Sawva Sekulič samouk” – dokumentalny portret serbskiego twórcy naiwnego, który zmarł w 1989 roku w Belgradzie. Przed 6 laty Gugging zrobiło mu wystawę i wydało książkę.

Na tym festiwal zakończono. Przyszły być może, dzięki mediacjom Andrzeja, będzie poświęcony twórcom związanym z Fabuloserie (Dicy, Francja). Ostatnim punktem naszej krótkiej wizyty w mieście Konecznego i Zemankovej była wizyta w „fabryce artbrutu” czyli w domu kolekcjonera.

Fabryka Artbrutu

Tuż przed wyjazdem Pavel i Vera zaprosili nas do swojego domu. Mieszkają w bloku, ale po przekroczeniu progu ma się wrażenie, że to domek w lesie. Osiedle otoczone jest ze wszystkich stron drzewami.

Lubię takie chwilę, bo wtedy oprócz osoby widzisz jego naturalne środowisko. Pasja, zwłaszcza w przypadku kolekcjonera-amatora, a raczej miłośnika danej dziedziny, materializuje się w zgromadzonych obiektach i strukturze mieszkania dopasowanej do rozwijającej się latami kolekcji. W sumie z mieszkaniami kolekcjonerów sztuki outsiderów jest tak, jak z tą sztuką. Wszystkie są wyjątkowe, osobne, a jednocześnie mają jakiś wspólny magiczny pierwiastek. Prace są nie tylko na ścianach, na półkach między książkami, ale również pod łóżkami, w pawlaczach, za drzwiami pokoi, w korytarzach, zakamarkach, w każdym wolnym kącie.

Jedna z fotografii „Świata Outsiderów” i publikacja pod tym samym tytułem

Paweł posiada imponującą „zajezdnię” lokomotyw Leošia Wertheimera. Mieści się w specjalnie zbudowanej skrzyni, która na co dzień jest łóżkiem w sypialni. Od zawartości tej skrzyni może zakręcić się w głowie. Paweł wyciąga kolejne teczki z kolejnymi pracami. Wśród nich, obok Leošia, były też prace, prezentowane w Opavie, dawnego mistrza CSSR w kulturystyce Jerzego Mráčeka, którego wystawę nasz czeski amator artbrutu zaplanował na 1 czerwca 2016 roku w ołomunieckiej Galerii Cesar.

Pavel pokazał nam również duże zdjęcia z jego podróży po Włoszech w latach 2011-2015. Wspólnie z Verą odwiedzili tam blisko 10 miejsc twórców, takich których ja cenię najbardziej, czyli jakby to powiedzieli Francuzi – „habitants paysagistes” albo „architektów Art Brut”, tworzących tzw. „environnements visionnaires”, tj. Listonosz Cheval, Petit Pierre czy Simon Rodia. Są to twórcy, którzy „zabudowują” otaczający ich krajobraz swoją wyobraźnią, tworząc magiczne świątynie, karuzele, idylliczne ogrody i parki zamieszkałe przez magiczne zwierzęta. Wszystko powstaje zwykle z materiałów znalezionych (kamieni, desek, żelastwa, plastików), będących „pod ręką” , niepotrzebnych, którym twórcy nadają nowe znaczenie. Ważne jest również to, że trudno wyobrazić je sobie poza ich „naturalnym środowiskiem.”

Żółw na Starówce. Podobno uosabia temperament
mieszkańców Ołomuńca. Znajduje się przy Fontanie Ariona

Ze zdjęć z włoskich podróży powstaje wystawa nosząca tytuł „Światy Outsiderów” – taki sam jak ostatnia publikacja Pavla z biogramami twórców tych niezwykłych „światów”. Wystawę zaplanowano na lipiec 2016.

Andrzej i ja w czasie festiwalu

Pavel stworzył również mapę czeski artbrutowych architektów, m.in. nieżyjącego rzeźbiarza Františka Jáicha z Hynčic, który w swoim ogrodzie stworzył „Eldorado” – świat betonowych rzeźb – dinozaurów. Mieliśmy nadzieję, że w drodze powrotnej uda nam się to miejsce odwiedzić. Niestety zgubiliśmy drogę. Wtedy podjąłem decyzję… kolejny przyjazd to liczące około 900 km Art Brut Czech Tour.

(rł)

fot. Andrzej Kwasiborski, Iwona Iwanowska, Radosław Łabarzewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *