Sądzę, że te najlepsze kolekcje mają sznyt autorski (Dubuffet, Bourbonnais, Zimmerer). Nie oznacza to jednak, że te tworzone przez instytucje publiczne są bez znaczenia. Wręcz przeciwnie.

Choć wystawa „Obrazy na przełom wieków. W kręgu sztuki naiwnej i art brut ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu z lat 1975–2025” była otwarta od połowy czerwca, udało nam się ją zobaczyć dopiero w przeddzień zamknięcia. Nie piszę zatem tych słów aby zachęcić Was do jej obejrzenia. Raczej chcę się podzielić refleksją towarzyszącą nam przy jej oglądaniu.

Na początek warto zaznaczyć, że choć była to tylko część toruńskiej kolekcji, to liczba prac robiła wrażenie. 200 obrazów, rysunków i grafik twórców z całego kraju włączanych do muzealnych zbiorów przez kolejne pokolenia pracowników muzeum. Były tu prace z kręgu sztuki zwanej naiwną (art singulier/outsider art): Jakuba Kawałka, Wiesława Piasny czy Franciszka Kurze oraz – te, dla których inspiracją mogły być poszukiwania Aleksandra Jackowskiego – Bazylego Albińczuka, Egeniusz Brożka, Marii Korsak, Bronisława Krawczuka, Pawła Wróbla, Stanisława Żywolewskiego czy Erwina Sówki. Wszyscy są bohaterami „Sztuki zwanej naiwną”. Zobaczyć można było też prace z kręgu – lub wprost – art brut: Ryszarda Koska, Władysława Grygnego, Marii Wnęk i Genowefy Magiery.

Te dwie twórczynie niestety miały na wystawie tylko po jednej pracy. Cieszy w tym zestawieniu obecność Katarzyny Gawłowej (częściej, moim zdaniem nie słusznie, zaliczana do sztuki ludowej). Widoczne były też nabytki z ostatnich lat: Zbigniew Wypijewski, Rafał Antos i Jakub Plączkowski.

Wystawa składała się z czterech części, a raczej obszarów interpretacji, „być może niejednokrotnie odbiegających” – jak szczerze przyznał jej kurator Piotr Dąbrowski – „od intencji samych artystów” a sam podział „oparto na podstawowych składowych percepcji”. Oczywiście to kurator tworzy scenariusz wystawy, który może się podobać lub nie. Z mojego punktu widzenia ciekawszą konstrukcją byłoby wskazanie zainteresowań i wyborów pracowników muzeum na przestrzeni tych 50 lat. Zabrakło mi również kontekstu biograficznego, który jest niezwykle istotny dla twórczości osób tworzących poza manstreamem, nie posiadających wykształcenia artystycznego i wsparcia bogatych mecenasów sztuki. Zgodnie z tym co mówił – akurat o swojej kolekcji – Ludwig Zimmerer:
Wielka sztuka nie potrzebuje tłumacza — ona sama się obroni. Inaczej jest z tymi malarzami i rzeźbiarzami. U nich ważne jest życie. Dopiero kiedy zna się to, co oni przeżyli, co przecierpieli, czego chcą, o czym marzą — dopiero wtedy zaczyna się rozumieć ich sztukę.
To, co tworzą, bywa czasem nieudolne, czasem powstaje z ogromnym trudem — ale właśnie dlatego potrzebuje tłumacza na język słów. (…) Mam czasem wrażenie, że pełnię rolę listonosza. Albo inaczej: czuję się jak ktoś, kto znalazł wiadomości w butelce — rzuconej do morza przez kogoś, kto był na bezludnej wyspie, z nadzieją, że ktoś je kiedyś znajdzie.”
Mimo wszystko, to ważna wystawa, za którą idzie też deklaracja dyrektora toruńskiego muzeum dr Huberta Czachowskiego. W wideo dołączonym do wystawy zapewnia on, że ma świadomość pewnej „chaotyczności” zbiorów sztuki nieprofesjonalnej w muzeum, które reaguje na żywo, często wobec mało sprecyzowanych zjawisk. Często w dużej mierze to aktywność, pasja i intuicja pracowników ma wpływ na to co do tej kolekcji trafi.
I tu rodzi się refleksja. Czy instytucja publiczna powinna zawierzyć intuicji swoich pracowników? Tak! W przypadku twórczości nieprofesjonalnej, to najlepsze co może zrobić. Powinni tu mieć absolutnie wolną rękę. Nie wiadomo jak ocenią to przyszli pracownicy, dyrektorzy muzeum. Być uznają wybory poprzedników za nietrafne, ale bez tej swobody możemy wiele stracić. Tak jak bezpowrotnie utraciliśmy prace Bogdana Ziętka, które za granicę wywiózł prywatny kolekcjoner, bo żadna z wrocławskich instytucji nie była zainteresowana ich pozyskaniem. Tu trzeba dodać, że Toruń ma kilka ciekawych prac jego autorstwa. Ma też zbiory z kolekcji Liny i Bolesława Nawrockich (m.in. Hołda, Kudła, Mika, Nikifor, Sobota, Sutor, Wnęk) czy Andrzej Korsaka (Sobota). Zapewne spadkobiercy prywatnych kolekcjonerów nie zdecydowaliby się powierzyć swoich zbiorów muzeum, gdyby nie wiedzieli, że gromadzi ona ten rodzaj sztuki i że znajdą się tam pracownicy, którzy zadbają o te prace i odpowiednią ich ekspozycje.

Na szczęście coraz więcej placówek – głównie muzeów i parków etnograficznych – poszerza swoje zbiory o twórczość spoza głównego nurtu, samouków, zwanych naiwnymi, outsiderów nie dostrzeganych przez rynek sztuki, do momentu, gdy nie zaczynają się dobrze sprzedawać. I chwała im za to.
rł
zdjęcia z wystawy
cytat z filmu Zaproszenie do wnętrza A. Wajdy



