POPOŁUDNIE Z NIESFORNYMI. RELACJA Z WYSTAW W FABULOSERIE


POPOŁUDNIE Z NIESFORNYMI. RELACJA Z WYSTAW W FABULOSERIE
19.07.2015, 10:33

Ktoś kiedyś napisał, że po śmierci Alaina Bourbonnais miał obawy o przyszłość kolekcji sztuki hors-les-normes, że – jak wiele podobnych – po prostu przestanie istnieć. Okazało się, że kolekcja nie tylko przetrwała, ale również – dzięki żonie Caroline – rozbudowywała się dalej. Dziś w Dicy rządzą córki – Agnès i Sophie. Po ostatnim podwójnym wernisażu (Francisa Marshalla i hommage à Caroline Bourbonnais), który stanowił jednocześnie nowe otwarcie Fabuloserie, wierzę, że to muzeum będzie się dalej wspaniale rozwijać.

Ja i Andrzej na tle wagonów Pociągu 31425 Francisa Marshalla.

Mijają niemal dwa miesiące od naszego pobytu w Dicy. Spędziliśmy (czyli ja, Eliza, Iwonka i Andrzej) tam dwa dni (oraz jeden w Paryżu), choć wrażeń starczyłoby na tydzień. Jak zwykle zostaliśmy przyjęci bardzo gościnnie; w Paryżu Marek (Młodecki) zrobił nam szybką wycieczkę Bateaux-Mouche po Sekwanie i równie szybki parkour po paryskich galeriach. W Dicy, a dokładnie w Charny, przygotowano nam przytulny pokoik w tamtejszym hotelu i oberży Pod Białym Koniem, gdyż – jak się okazało – gości przybyło tylu, że nie pomieścilibyśmy się wszyscy w Dicy.

Ja i Vidal
Karuzela Piotrusia znów zagrała tylko dla nas.
Trzy Titaniki Marshalla. Ekspozycja wg koncepcji Marka Młodeckiego.

Andrzej odkrywa tajemnice Pagody Marshalla.

Pascal Verbena demonstruje nam tajemnice swoich obiektów

Pierwszego dnia, w piątek, jeszcze przed wernisażem pobiegliśmy do ogrodu, aby przywitać się ze zwierzętami… i postaciami Vidala oraz pobiec pod Karuzelę Piotrusia. To tu, wreszcie na żywo, zobaczyliśmy nową marshallową instalację – czyli… pociąg, fantastyczne pagody i tonące trzy Titaniki, które początkowo miały stać nad brzegiem wody. Jednak Marek (Młodecki) wpadł na pomysł, że skoro instalacja nazywa się „Un Naufrage…” (katastrofa statku), to najlepszym miejscem ekspozycji musi być woda i… zatopił Titaniki u brzegów. Podobno początkowo Marshall miał wątpliwości, ale ostatecznie pomysł mu się spodobał i kiedy już to zobaczył, powiedział: „Tak jest dobrze”. Również moim zdaniem pomysł był świetny. Nie ma innego muzeum na świecie, które miałoby tak wspaniałe warunki (i pomysły) do wystawiania prac. Nad statkami zaś unosiły się Apokaliptyczne Anioły Marshalla, wykonane z elementów drewnianych i pordzewiałych pił do drewna.

Andrzej w nowej sali z pracami Marshalla i jego własnoręcznymi napisami na ścianach.

W środku w Fabuloserie też sporo się zmieniło. Przybyła jeszcze jedna sala z pracami Marshalla. Zaraz przy sali kinowej i kasie zaaranżowano – tym razem „białe” – pomieszczenie, w którym pojawiły się prace z tzw. „rezerwy” Fabuloserie oraz najnowsze obrazy z serii Châteaux de solitude i Collège de Rosaire, które wypełniają również tworzone przez Marshalla chińskie pagody ustawione w szpalerze przy ogrodowym atelier Alaina Bourbonnais. Świetnym pomysłem było namówienie Marshalla do wykonania opisów prac i tekstów, które dopełniają całość. Stają się trójwymiarowymi kartami katalogu do wystawy.

Andrzej i Iwonka w La Passerelle – części muzeum Fabuloserie.
Dom pp. Bourbonnais. Widok na rue des Cannes (ulica Kaczek) ze skwerku, na którym stoją rzeźby Neka Chanda.
Iwonka nad stawem w Dicy.
Ja, Eliza i Nek Chand.

Zgodnie z zapowiedzią zmienione zostały też opisy prac i twórców – z pisanych jeszcze na maszynie, oprawionych w drewniane ramki – na profesjonalne biogramy. Wiem, kłóciłem się, że tamte opisy miały swój samizdatowy urok i klimat, ale trzeba przyznać, że te są bardziej czytelne. Dodatkowo przy biogramach twórców, którzy w Fabuloserie pojawili się dzięki Caroline, pojawiło się jej zdjęcie. To bardzo fajny zabieg, pomagający zrozumieć rozwój muzeum. W samym ogrodzie też pojawiły się prostokątne tabliczki, umieszczone na drewnianych klockach, które pomagają zorientować się, czyje prace ma przed sobą zwiedzający oraz jaka była życiowa droga twórcy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *