STO5. Pracownia wspólnego rytmu

Wszyscy schodzą się powoli. W szkole trwa impreza ostatkowa. Jako jeden z pierwszych pojawia się Mateusz (Himmel) z mamą. Przynosi narysowane flamastrem projekty z odciętymi częściami kartek, które nie stanowią korpusu wymyślnych postaci. Tak lubi, choć mamie się to nie podoba. – Tyle kartek poniszczył.

Zaglądamy do Pracowni STO5 w Skierniewicach, miejsca, w którym tworzą osoby z niepełnosprawnościami. Pracownia działa przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym im. Janusza Korczaka w Skierniewicach. Od 25 lat prowadzi ją Dariusz Zdrojewski. Jesteśmy w dniu, w którym spotykają się absolwenci szkoły. Mimo że nie są już jej uczniami, przychodzą chętnie.

Na chwilę pojawia się Karina Samul, która przekazała swoją pracę na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Została wylicytowana za rekordową kwotę 2650 zł.

W pracowni bezszelestnie pojawia się Arek, który lubi bawić się słowami. Żartować z nich, żonglować nimi, czasami je zniekształcać, jak swoje imię, które wymawia z satysfakcją: „Yyyyrek”, z mocnym naciskiem na Y, mocno dociskając również flamaster do kartki.
– Nie przekręcaj swojego imienia – prosi Darek. Arek jest niewzruszony.

Flamaster jest niebieski, jak wszystkie elementy powstającej pracy. Pomiędzy zgeometryzowanymi figurami przeciskają się wielkie, tworzone z kaligraficzną precyzją słowa: Język Migowy, Smacznej Kolacji, Najtańsza Ta Woda, Aureola, Najcieplej jest, Start, Stopnica, Kelce, Siedlce, Góry Moje Góry. Litery są bezszeryfowe, zwykle wielkie, ale czasami elementarzowe, jakby nanizane na jedną nić–linię. Większość wyrazów rozpoczyna ozdobny inicjał, ale nie „TALONY”. One są proste i mocno pogrubione. „Owoce” zaś, z pełnym, pękatym „O”, są fantazyjne. Całość wygląda tak, jakby na jednej kartce bitwę toczyli Dróżdż z Tarasinem.

Rafał Antos

Arek, zanim rozpoczął pracę, zapytał o nasze imiona. O miejsce, w którym mieszkamy, i te, w którym byliśmy leczeni. Dopytywał o nazwy miejscowości, ulic i nazw własnych. Powtarzał je z równą precyzją, z jaką stawia litery na kartce. W międzyczasie pojawia się Kacper Zieliński, siada na chwilę, przeglądając telefon. Potem sięga po zaczęty projekt. Cicho i spokojnie kontynuuje, rozpoczęty dwa tygodnie temu motyw.

Za każdym razem, gdy pojawia się kolejna osoba, Darek upewnia się na samym początku, czy niczego jej nie brakuje. Większości nie musi pytać, co będą robić. Każdy sięga po rozpoczętą już pracę i zabiera się do roboty. Rozglądamy się spokojnie. Pracownia nie jest ani duża, ani mała. Wydaje się wygodna: centralny stół, po bokach regały z pracami i przyborami. Funkcjonalnie.

Oficjalnie pracownia „jest miejscem spotkań młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie, w ramach zajęć plastyki kształtujących kreatywność, godzin arteterapeutycznych oraz warsztatów dla absolwentów. Uczestnicy w klimacie twórczej swobody rozwijają indywidualne formy wypowiedzi, poszukują własnych środków ekspresji, realizują swoje wizje”.

Uczestnicy biorą udział w konkursach i wystawach. Ostatnio prace Fahada Azzawiego, Mateusza Himmela, Katarzyny Kowalskiej, Marka Olszaka, Mateusza Połcia, Kariny Samul i Kacpra Zielińskiego — nagrodzone w Ogólnopolskim Konkursie Malarskim im. Teofila Ociepki — powędrowały na wystawę „Talent, pasja, intuicja III”, zorganizowaną przez dwie ważne dla twórczości spoza głównego nurtu placówki: Muzeum Śląskie w Katowicach oraz Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. Prace ze Skierniewic trafiły już do kolekcji w Katowicach, a także do toruńskiego muzeum, gdzie do końca 2025 roku można je było oglądać na przekrojowej wystawie „Obrazy na przełom wieków. W kręgu sztuki naiwnej i art brut ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu z lat 1975–2025”.

Powoli pojawiają się kolejne osoby. Każdy na swoim miejscu, przy stołach stojących na środku pracowni i przylegających tak ściśle do siebie, że tworzą jedność — wielką przestrzeń pracy twórczej jak stół biesiadny. Pracują w ciszy, którą co jakiś czas przerywa rzucone zdanie, wspomnienie albo opinia wywołująca czasem sprzeciw. Jednak spory toczą się tu spokojnie, z szacunkiem dla każdej myśli, która pojawi się we wspólnej przestrzeni.

Fahad Azzawi

Oglądając prace archiwalne, słuchamy opowieści Darka Zdrojewskiego. Martwi się, że jeden z uczestników zmienił po wakacjach sposób rysowania. Mocna i pewna kreska ustąpiła miejsca liniom rozedrganym i chaotycznym, jakby zgubiły drogę do celu. Ale to nie wyścig. Każdy ma swój własny rytm, czas i drogę. Darek wspomina jednego z uczestników, który po płodnym okresie twórczej aktywności przestał tworzyć. Pojawiał się jednak w pracowni, choćby tylko po to, żeby potrzymać kredkę i flamaster w dłoni. Trwało to dwa lata. I „wrócił”.

Mikołaj Jóźwiak

Michel Thévoz w swojej ostatniej książce „L’Art Brut ressourcé” (Art Brut u nowych źródeł), która ukazała się we wrześniu 2025 roku nakładem Knock Outsider! (FRMK + La „S” Grand Atelier), pisze, że „epoka heroiczna Art Brut i jej tradycyjne przestrzenie – psychiatryczne, więzienne i spirytystyczne – należą dziś do przeszłości. Jednak Art Brut nie utraciło ani swojej witalności, ani swojej siły wyrazu”. Czerpie z innych źródeł, w szczególności z tego, co moglibyśmy nazwać „warsztatami partycypacyjnymi”, różniącymi się od arteterapii, w której dominuje instytucjonalna relacja władzy, tym, że angażują w artystycznie owocną relację wzajemną. Osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub psychiczną, które w nich uczestniczą – jako beneficjenci wsparcia osobistego i materialnego – odpowiadają poprzez dzieła, które konfrontują nas z samą normatywnością.

Mikołaj Jóźwiak

Myślę, że jednym z takich miejsc może być Pracownia STO5 w Skierniewicach. Źródłem jej siły, którą odnajduję w pracach skierniewickich twórców, jest ogromny wzajemny szacunek, atmosfera przyjaźni i nieskrępowanej kreatywności, którą wyczuwa się od progu, wchodząc do Pracowni STO5.

Radek Łabarzewski
fot. Eliza Łabarzewska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *