Cyclop, czyli w głowie się nie mieści

Z dala od ciekawskich spojrzeń, choć nie tak daleko, bo 50 km na południe od Paryża, w okolicach Fontainebleau, Jean Tinguely i Niki de Saint Phalle tworzą z przyjaciółmi swoje monumentalne dzieło – Potwora w lesie.

Ogromna, licząca ponad 22 metry głowa, z obliczem lśniącym siatką potłuczonych luster, jednym połyskującym okiem, długim na kilka metrów językiem, po którym płynie woda, oraz wielgachnym, ważącym tonę uchem wystaje znad ziemi jak moai z Wysp Wielkanocnych. Jest równie monstrualna i ciężka. Z drobnym wyjątkiem. Do jej budowy użyto nie kamienia, ale stali. Składa się z 350 ton żelastwa i jednego 10-tonowego wagonu towarowego, który zawisł kilkanaście metrów nad ziemią jak miecz Damoklesa. W środku głowy stoją cztery okazałe, połączone pniami dęby, których korony tworzą czuprynę potwora.

Z wystawy pt. Niki de Saint Phalle, Jean Tinguely, Pontus Hulten z kolekcji Centrum Pompidou,
która pokazana została w w Grand Palais w Paryżu, w dn. 26 czerwca 2025 – 4 stycznia 2026

Rozpoczęta w 1969 roku budowa zakończy się dopiero 25 lat później. W pierwszej dekadzie, kiedy nazywano ją jeszcze pieszczotliwie „Potworem w lesie”, powstaje główna część konstrukcji. Niedzielnym spacerowiczom tłumaczą, że to destylarnia. Na budowie nie pojawi się nigdy żaden architekt czy inżynier. To sami artyści i jeden profesjonalny spawacz, którzy dzięki odwadze, sile i wytrwałości będą stopniowo budować tę tytaniczną rzeźbę.
Jedynym sposobem na zrealizowanie projektu „Głowy” wydaje się samodzielne finansowanie budowy, które zapewni pełnię swobody.

Za każdym razem, kiedy któreś z nas sprzedawało rzeźbę, wkładaliśmy te pieniądze w Cyklopa – tłumaczyła Niki.
Czasami finansowe wsparcie przychodziło od przyjaciół artystów. W drugiej dekadzie problemy zaczęły się jednak mnożyć i przytłaczać. Brak sił i środków, z którymi Głowa musiała się zmierzyć, niemal doprowadził do upadku projektu. Samotna, opuszczona, atakowana przez wandali, wyszła jednak z tego burzliwego okresu zwycięsko, ale dopiero w 1994 roku, trzy lata po śmierci Jeana.

Niki i Jean poznali się w 1955 roku. Przez wiele lat byli przyjaciółmi, kumplami, towarzyszami. Początkowo łączyła ich praca. Jean bardzo lubił jej obrazy, dopingował ją do pracy. A potem – jak stwierdziła Niki – po prostu się w sobie zakochali. Przez całe życie byli dla siebie nawzajem źródłem inspiracji, zarówno na płaszczyźnie osobistej, jak i artystycznej. Bliskość, miłość, wymiana, ale też rywalizacja i konfrontacja stanowiły podstawę ich współpracy.

Jest jeden artysta, który jest lepszy od ciebie – rzuciła pewnego dnia Niki do Jeana, dość prowokacyjnie i bezczelnie.
A kto to taki? – zapytał, jakby go to nie obchodziło.
Listonosz Cheval!
Kto!? Nie znam palanta, ale jedźmy go zobaczyć!

Palais Ideal Listonosza Chevala, sierpień 2021

I już chwilę potem mknęli słynną Route Nationale 7, zwaną „wakacyjną autostradą”. Podróż z Paryża do Lyonu ukochanym Ferrari 250 GTL Lusso w kolorze Grigio Fumo zajęła im jakieś 8–9 godzin. Stojąc przed zbudowanym przez zwykłego wiejskiego listonosza Pałacem Idealnym w Hautrives, Jean powiedział do Niki: – Miałaś rację.

Wspólnych, inspirujących podróży było więcej. Zachwycili się jeszcze Parkiem Güell i Sagradą Famílią Gaudíego w Barcelonie. A podróżując po Meksyku, byli pod ogromnym wrażeniem olbrzymich głów wyrzeźbionych w potężnych blokach kamienia przez cywilizację Olmeków. W Jeanie zaczął kiełkować pomysł stworzenia własnej monumentalnej rzeźby. Zamierzał postawić ją w środku lasu, który niedawno kupił. Potrzebna była zgoda władz.

Clovis Lelong, oprócz tego, że był merem Milly-la-Forêt, zajmował się transportem dzieł sztuki, których nie zawsze rozumiał, ale z czasem się z nimi oswoił, a nawet bardzo je polubił. Kiedy para ekscentrycznych artystów przyszła do niego z nietypowym pomysłem, odpowiedział:
Słuchajcie, nie mam prawa. Nie mogę wam dać pozwolenia. Ale róbcie swoje. Ja nie patrzę. Zamykam oczy.
Niki była zachwycona, ale Jean znał życie. Na zakup terenu zrzucili się po połowie. Następnie podarowali go swoim przyjaciołom, multimilionerom z Teksasu, którzy zgodzili się przyjąć ten dość osobliwy prezent. Ten sprytny wybieg pozwalał Jeanowi, gdy tylko pojawiały się jakieś problemy z władzami gminy albo z żandarmerią, spokojnie odpowiadać: Tak, tak, ale to nie do mnie. Proszę pisać do tych ludzi w Teksasie. Dobry żart, blaga – to często najlepsza broń do walki z głupotą i bezdusznością urzędników.

Od początku wiedział, czego chce. Nie chciał tworzyć jedynie wymyślnej konstrukcji. Zależało mu, aby było to dzieło otwarte, miejsce, w którym poprzez artystyczną współpracę mogliby spotkać się wszyscy jego przyjaciele artyści oraz bliskie mu kobiety, szczególnie Niki, ale też Eva.

Trzeba pochodzić z głęboko rozwiniętego kraju, żeby porwać się na coś równie absurdalnego – zauważył, uśmiechając się zza gęstych wąsów, jeden z czołowych przedstawicieli sztuki kinetycznej, Jesús Rafael Soto, współtwórca Cyklopa. Urodzony w Wenezueli Soto odnosił się przede wszystkim do szwajcarskiego pochodzenia Jeana Tinguely’ego, a także Evy Aeppli – jego pierwszej żony – oraz Bernharda Luginbühla (twórcy wielkiego ucha i potężnych wrót), Rica Webera i mistrza spawalnictwa Seppiego Imhofa – bliskich towarzyszy tej przygody.
Dochodzi do tego głęboka nieufność, jaką Tinguely darzył społeczeństwo podporządkowane – jego zdaniem – wyłącznie logice zysku, wydajności i rentowności. Cyclop miał być inny.

Miał być pomnikiem wiedzy i umiejętności technicznych, ale zastosowanych bezinteresownie, bezcelowo, jako żartobliwa krytyka ich własnych zastosowań. W świecie rozmiłowanym w racjonalności i powadze wprowadzenie elementu dezorientującego i niedorzecznego było wartością samą w sobie. Tak lubił. Tak zrobił.

Pierwsze żelazne pręty przywieziono na teren budowy ciężarówką należącą do pary handlarzy złomem z pobliskiej miejscowości. Tinguely poznał ich, gdy krążył po okolicach Dannemois, gdzie po przeprowadzce do Soisy kupił dawną komandorię templariuszy.

Przed rozpoczęciem budowy piaszczyste podłoże lasu należało wzmocnić mocnym fundamentem. Zakopali zatem w ziemi zbrojoną stalą betonową płytę o masie około 100 ton. Następnie wznieśli stelaż dla całości.
Powstały trzy takie kondygnacje. Jednak przez pierwsze pięć czy osiem lat właściwie niczego nie było widać – tylko konstrukcję z kolejnymi poziomami. Dopiero pod koniec dodaliśmy twarz – tłumaczył Rico Weber.
Od samego początku Tinguely wiedział, jak ma wyglądać głowa. Na resztę plan powstawał wspólnie, podczas rozmów i dyskusji.
Chciałbym wprowadzać coraz więcej ludzi, którzy robią zabawne rzeczy – tłumaczył Jean. – Raczej trzymać się tego, co dziwne i nieoczekiwane. Nie pozwolić, żeby dało się to jakoś jednoznacznie zaszufladkować.
Kiedy tylko coś zaczynało się wszystkim podobać, żądał radykalnych zmian, np. pomalowania całości na cukierkowy róż. I wtedy podnosiły się głosy: „O Boże, jakie to paskudne!”. Tak jak lubił.

Był jak dyrygent i kompozytor w jednym. Głowa powstała w ferworze twórczej pracy. Jej wewnętrzne mechanizmy i kręte przejścia prowadzące do dzieł sztuki, labirynt schodów, kładek i zakamarków nasuwają skojarzenie z nieustannym przepływem informacji w ludzkim mózgu. Początkowo rzeźba powstawała powoli. Liczne zamówienia odciągały artystów od Milly. Zwłaszcza Tinguely często jeździł i pracował w Szwajcarii. Jednak latem 1975 roku budowa znacznie przyspieszyła. Wtedy, na terenie ich własnej komandorii, Niki kręciła film pt. Camélia ou un rêve plus long que la nuit (Kamelia albo sen dłuższy niż noc). Wzięło w nim udział kilku członków ekipy.

Pracujemy i pracujemy, i filmujemy, i spawamy, i tniemy, i przecinamy, i nosimy, i ciągniemy, i malujemy, i wymyślamy, i uderzamy młotami, i próbujemy – pisał w tym czasie Jean do swojej przyjaciółki Mai Sacher.

Cyklop zbudowany jest z ponad 30 dzieł sztuki i zespołów artystycznych – wewnątrz i na zewnątrz – autorstwa 15 artystów. Nie sposób ich opisać w całości. Oto niektóre z nich:

Oblicze Cyklopa

La Face aux miroirs / Twarz w lustrach, 1987–1991
lokalizacja: Na zewnątrz / Parter / Pierwsze piętro / Czwarte piętro

Choć Niki de Saint Phalle była obecna na wszystkich etapach budowy Cyklopa, szczególnie zaznaczyła swoją obecność, nadając mu twarz. Fasada była betonowa. Miała zostać pomalowana.
Nigdy nie potrafiłam się zdecydować, jak to zrobić. Problemem było wprowadzenie bardzo mocnego koloru w las. Musiał to być też kolor, który pasowałby do metalowej konstrukcji Jeana – tłumaczyła.
Wahała się przez lata. Potem chciała pokryć twarz mchem, który z czasem porośnie całą powierzchnię. Wreszcie pomysł przyszedł sam. Gdzieś około 1986 lub 1987. Jean był zachwycony.
Zdecydowała się, aby twarz i jęzor pokryły kawałki potłuczonych zwierciadeł, w których las mógłby się przeglądać. Poza tym świetnie komponowały się z metalową konstrukcją: kruchość i stal, kobiecość–męskość. Przyklejenie 62 tysięcy kawałków potłuczonych luster na powierzchni 500 m² trwało pięć lat. Przez cały ten czas Cyclop był ślepy. Oko z wewnętrznym reflektorem zamontowano dopiero w 1993 roku.

Mozaikowa wieża

La Colonne / Kolumna, około 1993
Lokalizacja: Drugie piętro

Dzieło Niki de Saint Phalle, jak wielobarwny wykrzyknik wśród monochromatycznej rzeczywistości, przywodzi na myśl Gaudíego i Park Güell, pokazując wpływ, jaki wywarł na nią hiszpański architekt. I jak wykrzyknij na końcu zdania, powstało tuż przed otwarciem.

Wieża została wykonana z fragmentów ceramiki pozostałych po realizacji słynnego Ogrodu Tarota w Garavicchio, na wybrzeżu Toskanii. Niezwykły, groteskowy ogród pełen Nan i gigantycznych konstrukcji jest projektem Niki, w którego tworzeniu uczestniczył również Jean Tinguely.

Ich twórczość często się przenikała. Wieża w Cyklopie to symbol ich współpracy i konfrontacji tego, co męskie, z kobiecym, czerni z barwą. Kontrast między nimi jest tak silny, że – jak twierdziła Niki – wzajemnie się wzmacniają.
Wieża utkana jest też czaszkami, które przypominają hiszpańskie calaveras – dekoracje związane ze świętem śmierci – Día de los Muertos. Zgodnie z zasadą, którą wyznawali: Rire de la mort, mais honorer les morts (Śmiejmy się ze śmierci, ale czcijmy zmarłych).

Zawieszony wagon

Hommage aux déportés / Hołd dla deportowanych, 1976
Lokalizacja: Na zewnątrz / Czwarte piętro

Podtrzymująca go na wysokości 13 metrów stalowa konstrukcja Bernharda Luginbühla waży 9 ton. Sam wagon SNCF, zrobiony jeszcze w latach 30. XX wieku – ponad drugie tyle. Istotne jest to, że był używany podczas deportacji Żydów w czasie II wojny światowej. Stąd nazwa dzieła L’hommage aux déportés (W hołdzie deportowanym).
Wewnątrz wagonu znajdują się dość niezwykli pasażerowie – lalki śmierci i lęku – dzieło Evy Aeppli, pierwszej żony Jeana Tinguely’ego. To właśnie z nią w 1953 roku opuścił Szwajcarię i przeniósł się do Hotelu „Pod Gwiazdą” w pobliżu paryskiego Bon Marché.

Odwrócony pokój hotelu Étoile

La Chambre renversée de l’hôtel de l’Étoile, około 1975
Lokalizacja: Trzecie piętro

Restaurant Spoerri, około 1994
Lokalizacja: Antresola drugiego piętra

Na trzecim poziomie Cyclopa znajduje się La Chambre renversée de l’hôtel de l’Étoile (Odwrócony pokój w Hotelu „Pod Gwiazdą”) Daniela Spoerriego – rekonstrukcja pokoju służbowego, w którym artysta mieszkał w 1952 roku przy rue des Ternes w Paryżu.
Rekonstrukcję umieszczono wewnątrz metalowej skrzyni i obrócono o 90°. Widz może zajrzeć do wnętrza pokoju przez niewielkie okno dachowe. Wszystkie elementy wyposażenia – żelazne łóżko, umywalka, półka z książkami nad łóżkiem, stół z naczyniami i przyklejonymi do nich resztkami posiłku, szafka kuchenna oraz kredens – zostały przymocowane pionowo do tylnej ściany.

Akumulacje Armana

L’Accumulation de gants / Sterta rękawiczek, 1992
Lokalizacja: Drugie piętro / Antresola drugiego piętra

Po zakończeniu budowy Cyclopa zebrano wszystkie rękawice robocze. Były używane głównie podczas przenoszenia ciężkich materiałów i spawania. Dlatego było ich dużo, całe skrzynie.
Słuchaj, mam ochotę coś z nimi zrobić – powiedział do Jeana Arman, francuski artysta wizualny znany z serii „akumulacji”.
Nasiąknięte smarem nie nadawały się jednak do zatopienia w plastiku. A taki był pierwotny pomysł. Arman zamknął je zatem, jak w kanapce, między płytami z przezroczystej pleksi. Tworzą jedną ze ścian restauracji Spoerriego. Po drugiej stronie, czyli od wewnątrz ściana jest pokryta jego korespondencją pochodzącą z restauracji Daniela w Düsseldorfie.

Przenikanie

W kwietniu 1955 roku Jean Tinguely bierze udział w wielkiej wystawie poświęconej ruchowi w galerii Denise René, gdzie zgromadzono prace Duchampa, Caldera, Vasarely’ego i Soto.
Na potrzeby wystawy dla dzieci w Grand Palais w Paryżu Soto, wenezuelski rzeźbiarz, stworzył interaktywne dzieło pod nazwą Le Pénétrable (Przenikanie). Zostało zainstalowane w Cyklopie w 1993 roku. To kwintesencja twórczości Soto. Fascynowały go prace interaktywne, angażujące widza i oparte na idei wibracji, ruchu oraz zmienności percepcji.

Soto przy swojej instalacji, kadry z filmu „Le Cyclop de Jean Tinguely”, real. Arné Steckmest

Le Pénétrable można spenetrować, przeniknąć do wnętrza dzieła i do jego dźwiękowości. W środku mogą znajdować się jednocześnie trzy osoby, a każda z nich, poruszając się w innym rytmie, wydobywa inne dźwięki. Efekt jest… ogłuszający.

Méta-Maxi

La Méta-Maxi, 1972
Meta-Maxi

Na zewnątrz / Drugie piętro

Kinetyczna maszyna o monumentalnych rozmiarach, znajdująca się po wschodniej stronie Cyclopa, składa się z licznych metalowych kół wykonanych przez Jeana Tinguely’ego, których rytm wyznacza młot ciężko uderzający w stalową płytę.
Całość napędzają dwa silniki za pośrednictwem motoreduktorów i pasów transmisyjnych. Koła obracają się w kółko, wprawiając jednocześnie w ruch tam i z powrotem wózek, który sprawia wrażenie, jakby nieustannie miał spaść w pustkę.

Degrengolada

La Méta-Maxi, 1972
Lokalizacja: Na zewnątrz / Drugie piętro

Jean zbudował ją z metalowych prętów. Trasa La Dégringolade przecina Cyclopa na wskroś. Siedem stalowych kul może dzięki niej nieustannie przetaczać się przez całą rzeźbę, nie wypadając z toru.
Kule pędzą, mijając teatr znajdujący się na trzecim poziomie, następnie wydostają się przez La Face aux miroirs (Twarz z luster), przemierzają La Méta-Harmonie, by zakończyć swój bieg na dole Cyclopa, w pobliżu La Broyeuse de chocolat (Kruszarki do czekolady).

Następnie silnik uruchamia mechanizm zębatkowy, który transportuje kule z powrotem na szczyt Cyclopa, skąd mogą ponownie rozpocząć swój nieustanny obieg. Huk toczących się kul robi wrażenie zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz głowy. Kule są jak pomysły, które krążą nam w głowie, chcąc wydostać się na zewnątrz.

Kompresja Césara

La Grande Compression / Wielka kompresja, 1994
Lokalizajca: Na zewnątrz / Parter
La Petite Compression / Mała kompresja, 1994
Lokalizacja: Na zewnątrz / Parter

Rzeźbiarz z Marsylii – César Baldaccini, który ubóstwiał twórczość szwajcarskiego artysty – miał dużą paczkarkę. To urządzenie, prasa do złomu, jakim dysponują właściwie tylko zakłady przemysłowe.
Pomyślałem, że może dobrze byłoby wykorzystać tę prasę i włączyć do dzieła materiały pozostawione przez Jeana Tinguely’ego – pomyślał. Po tworzeniu Cyklopa została przecież ich cała góra… cztery tony. César wykonał cztery kompresje. Dwie z nich trafiły później do wnętrza Cyklopa.

Pierwsza pigułka antykoncepcyjna

Le Tableau électrique / Tablica elektryczna, około 1994
Lokalizacja: Pierwsze piętro

La Molécule RU-486 / Cząsteczka RU-486, około 1993
podtytuł: Hołd dla Étienne’a-Émile’a Baulieu
Lokalizacja: Pierwsze piętro

Na pierwszym piętrze Cyklopa Rico Weber wykonał fałszywą konsolę, na której symbolicznie wyryto nazwiska wszystkich współpracowników uczestniczących w tej trwającej 25 lat przygodzie.
Obok znajduje się model molekularny pigułki RU-486, którą stworzył Étienne-Émile Baulieu, bliski przyjaciel Jeana Tinguely’ego.
Sądzę więc, że umieszczenie tego modelu w głowie Cyklopa rzeczywiście jest rodzajem prowokacji – tłumaczył francuski biolog. – Oczywiście ludzie nietolerancyjni – i na tym polega cała lekcja – nie akceptują tego, że inni sami podejmują decyzje, a zwłaszcza że kobiety decydują na przykład, czy chcą mieć dziecko, czy nie. W sposób wolny, odpowiedzialny i godny.

kadr z filmu „Le Cyclop de Jean Tinguely”, real. Arné Steckmest
Basen Yves’a Kleina

Hommage à Yves Klein, 1976
Lokalizacja: Czwarte piętro

W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku Jean i Niki zobaczyli wystawę Le Vide (Pustka) Yves’a Kleina w galerii Iris Clert w Paryżu. Tinguely był tuż po poważnym wypadku, mocno przygnębiony i zniechęcony do sztuki. Ale Pustka to był dla niego potężny wstrząs.

Rezultatem tego głębokiego wstrząsu była, kilka miesięcy później, ich wspólna zatytułowana Vitesse pure et sensibilité monochrome – Czysta prędkość i monochromatyczna wrażliwość. Były to silniki Tinguely’ego wprawiające w ruch tarcze Kleina – przeważnie niebieskie.

Jean, pod wpływem Kleina, po raz pierwszy odsłonił cały mechanizm, który poruszał jego dzieło. Pokazał serce.
Źródło energii nie jest już więc ukryte, lecz pozostaje widoczne i – jeśli mogę tak powiedzieć – wprawia całą rzeźbę w biologiczne drżenie. Od tego momentu można mówić u Tinguely’ego o „rzeźbie obdarzonej charakterem” (sculpture caractérielle) – tłumaczył historyk i krytyk sztuki Pierre Restany.

Rok po wystawie z Yves’em Kleinem Jean Tinguely stworzył swoje pierwsze Métamatiki – maszyny rysujące i malujące – które ponownie zaprezentował w galerii Iris Clert w lipcu 1959 roku. Wystawa odniosła ogromny sukces, ale niektórzy uznali ją za skandal. W ciągu niespełna miesiąca powstało prawie 4000 rysunków.

Yves Klein zmarł na zawał serca w 1962 roku. Po latach Jean Tinguely chciał oddać hołd ich przyjaźni, tworząc na dachu Cyklopa basen, który – zależnie od pory roku – miał odbijać niebo podobne do monochromatycznego błękitu lub złoto jesiennych liści, inspirowane jednym z jego Monogoldów (cykl z lat 1959–1961).

Trudno byłoby znaleźć pomnik bardziej godny człowieka, który marzył o sztuce niematerialnej, zbudowanej z czystej wrażliwości. Ten hołd dla Yves’a Kleina jest również materializacją pewnego żartu. Po locie Gagarina Klein twierdził, że spotkał się z kosmonautą, a ten wyznał mu w tajemnicy, że Ziemia jest płaska i kwadratowa – tak jak przed Galileuszem.

Dzieł dziękczynnych jest w Cyclopie więcej. Są poświęcone m.in. Eifflowi, Louise Nevelson, Wilhelmowi Tellowi, Majowi ’68, wyścigom samochodowym, Kurtowi Schwittersowi czy Marcelowi Duchampowi, a także twórcy art brut – Giovanniemu Podeście, którego najpiękniejsze prace znajdują się w muzeum La Fabuloserie w Dicy.

Warto dodać, że w pewnym momencie prace nad Cyclopem zostały wstrzymane. Powtarzające się akty wandalizmu spowodowały, że Tinguely zaczął myśleć o przenosinach głowy. Sama idea wydała mu się mocno anarchistyczna i zabawna, ale to przecież kilkaset ton.

Pewnego dnia do Milly-la-Forêt przyjechał sam prezydent Mitterrand, żeby zobaczyć Głowę. Był nią zachwycony. Kiedy dowiedział się, że wszystko miało zostać pocięte, rozmontowane i przeniesione do Saint-Cloud, powiedział:
Ale wtedy nie będzie już tego drzewa.

W sumie chodziło o kompleks drzew – dębów, które stały się integralną częścią rzeźby. Są jej żywą tkanką, przenikając przez kolejne poziomy stalowej głowy.

Ostatecznie, w 1987 roku, artyści przekazali Cyklopa państwu francuskiemu. Do dziś opiekuje się nim, przy wsparciu państwa, Cnap – Centre national des arts plastiques.- Gdyby państwo nie przejęło odpowiedzialności, Tinguely nie ukończyłby dzieła. Pozwoliłby mu „się zniszczyć” – twierdził Otto Hahn, krytyk sztuki.

Autodestrukcja to jeden z tematów, którymi Jean się pasjonował. W 1960 roku w nowojorskiej MoMA zaprezentował maszynę, której jedynym celem było samounicestwienie, „śmierć” i powrót do pierwotnego stanu: zwykłego zbiorowiska zardzewiałego złomu i przypadkowych, bezwartościowych przedmiotów. – Zawsze towarzyszyła mu obsesja ucieczki przed urynkowieniem i umuzealnieniem jego sztuki – tłumaczył Otto Hahn.

24 maja 1994 roku Cyclop został uroczyście otwarty przez prezydenta François Mitterranda i ministra kultury Jacques’a Toubona. Kilka lat temu przeszedł remont. Oczyszczono między innymi i uzupełniono uszkodzone lustra. Niedawno głowa była też zagrożona falą pożarów, które trawiły las Fontainebleau. Szczęśliwie przetrwała. Dotarliśmy do niej kilka tygodni po ugaszeniu ognia.
Można do niej wejść, ale trzeba się wcześniej umówić i zapłacić za bilet. Wchodzi się z grupą, która nie może przekroczyć 20 osób. Następnie wielkie żelazne wrota są zamykane. W czasie podróży w głowie nie można robić zdjęć. To sprzyja bezpieczeństwu, ale też skupieniu. To ogromny walor. Warto tego doświadczyć.


zdjęcia: R. Łabarzewski, E. Łabarzewska, M. Gałat



przy pisaniu tekstu korzystałem z:

  • magazynu „Le Cyclop de Jean Tinguely” pod red. Catherine Francblin, François Taillade, wyd. Centre national des arts plastiques, l’Association Le Cyclop, Milly-la-Forêt 2022 (wydanie specjalne z okazji inauguracji ponownego otwarcia po restauracji Cyclopa)
  • filmu „Le Cyclop de Jean Tinguely”, real. Arné Steckmest, Artik Films we współpracy z Centre Pompidou, DAP – Délégation aux Arts Plastiques, Fondation Astrup Fearnley, Francja 1996, 52 min.)
  • strony https://archivescyclop.fr/ (dostęp: 9.09.2026)
  • strony https://www.lecyclop.com/ (dostęp: 9.09.2026)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *