„Szalona przygoda życia i śmierci” dobiegła końca. Wczoraj, w wieku 55 lat, odszedł od nas François Jauvion — artysta i miłośnik twórczości samorodnej, outsider art i art brut.
Rozmawialiśmy tylko raz w życiu. W styczniu 2023 roku, podczas urodzin muzeum La Fabuloserie w Halle Saint Pierre w Paryżu. Tego szalonego wieczoru to on odnalazł nas — mnie i Andrzeja — w tłumie i zagadał. Rozmawialiśmy chwilę o jego albumie L’Imagier singulier i o tym, że powstaje kolejny. Zapraszał nas też serdecznie do swojej pracowni w Montreuil.
Od makietysty do artysty
Urodził się 2 sierpnia 1971 roku w Paryżu. W latach 1987–1989 kształcił się w zakresie architektury wnętrz, a następnie, w latach 1990–1992, uczył się wykonywania modeli przestrzennych. Przygotowywał modele pojazdów, budynków i innych obiektów dla RATP, SNCF oraz francuskiego Ministerstwa Obrony Narodowej. Od 1994 roku pracował jako maquettiste, czyli wykonawca makiet i modeli przestrzennych. W 2014 roku wziął udział w targach sztuki współczesnej MAC w Paryżu i niedługo potem postanowił zrobić krok naprzód: całkowicie zrezygnował z dotychczasowej pracy i poświęcił się wyłącznie twórczości artystycznej.
Już w wieku osiemnastu lat mówiłem sobie, że będę zajmował się tylko sztuką. Ale myślę, że dobrze zrobiłem, zaczynając od wykonywania makiet, bo pozwoliło mi to zdobyć wolność potrzebną do tworzenia.
Z początku wykorzystywał takie przedmioty jak szklane kule śnieżne, zegary, relikwiarze, ex-vota czy eks-amulety, nadając im nowe, zabawne formy i znaczenia.
„Za kąśliwym humorem F. Jauviona kryje się czułość wobec wykluczonych, słabych i zwierząt — tak wielka, że trudno mu ją ukryć. Nie ma za to ani odrobiny pobłażliwości dla międzynarodowych korporacji, tyranów i księży pedofilów. Czyżby w głębi duszy był człowiekiem o miękkim sercu? Ależ oczywiście! Jego kury, zamknięte w zwierzęcym gułagu, potakują dziobami, podobnie jak staruszek, któremu łyżka myli się z pilotem do telewizora: to świat jest okrutny, więc czemu nie mówić o nim z ironią i czułością? Relikwiarze układają się w przewrotną panoramę plag pierwszej dekady XXI wieku, bez hierarchii i bez ładu: H1N1, korrida, wichury i powodzie, bezrobocie… Relikwiarze, wota czy eks-amulety — niech każdy sam rozlicza się z własnym sumieniem. Artysta naciska wprost tam, gdzie boli.” -– można przeczytać o François na portalu arsper.com
Portal podkreślał, że kąśliwy humor łączy się ze spojrzenie dziecka, żywe kolory z ciężkimi tematami, religijna forma ze społecznym zaangażowaniem. Jednym słowem widz zatacza się oszołomiony uderzeniem neurologicznego bumerangu. „Jauvion — artysta, który posyła was na deski, nawet nie unosząc pięści!”
Od zawsze żył otoczony twórczością innych artystów, głównie spoza głównego nurtu: outsiderów, dziwaków, szalonych i wykluczonych. Zafascynowany ich twórczością zaczął tworzyć akwarelowe tablice. Tak powstał „Obrazownik osobliwy” lub — jak kto woli — „Atlas osobliwych twórców”, czyli „L’Imagier singulier”. Projekt zajmował ważne miejsce w jego życiu artystycznym i pracował nad nim niemal do końca życia.


;
Jestem przede wszystkim rzemieślnikiem, a nie rysownikiem. Na początku nie miałem odwagi sięgać po zdecydowane kolory, ale od tamtej pory zrobiłem postępy. Kiedy pracujesz, zawsze się rozwijasz!
Obrazownik osobliwy
Pracując nad pierwszym tomem, któremu poświęcił ponad 7000 godzin, stworzył ponad sto akwarelowych tablic. Na każdej przedstawił artystę, którego kochał. Znaleźli się wśród nich m.in. Nek Chand, Ferdinand Cheval, Alexandre Lobanov, Giovanni Battista Podestà, Émile Ratier, August Walla, Scottie Wilson, Alain Bourbonnais, Gaston Chaissac, Chomo, François Monchâtre, a nawet Nick Cave. W drugim tomie pojawił się Henryk Kondratowicz — pierwszy polski artysta brut w panteonie Jauviona, którego odkrył dzięki Andrzejowi Kwasiborskiemu.
Czytaj więcej: Hommage à Henryk Kondratowicz.
Teksty do książki napisali najlepsi z najlepszych wśród krytyków i krytyczek oraz kolekcjonerek i kolekcjonerów sztuki outsiderów: Déborah Couette, Laurent Danchin, Céline Delavaux, Bruno Montpied, Lucienne Peiry, Roberta Trapani, Sophie Lepetit czy Sophie Bourbonnais. Wstępem opatrzył ją Michel Thévoz — pierwszy szef Muzeum Art Brut w Lozannie. Środki na wydanie albumu François zebrał za pośrednictwem portalu crowdfundingowego.

tablica H. Kondratowicza 
tablica M. Henela
L’Imagier singulier stał się jego znakiem rozpoznawczym. W rozmowie z Evą di Stefano (Osservatorio Outsider Art, jesień 2020, s. 126–133) podkreślał, że art brut poznał w młodości poprzez twórczość Jeana Dubuffeta. Przy wyborze bohaterów swojej książki kierował się fascynacją i empatią, bez sztywnej klasyfikacji. Na jedną planszę przeznaczał przeciętnie około 70 godzin, łącznie ze zbieraniem dokumentacji. Najczęściej korzystał z książek i internetu. Od żyjących twórców pozyskiwał zdjęcia prac, warsztatów i narzędzi. Pomysł, żeby bohaterowie byli nadzy, pojawił się spontanicznie podczas tworzenia pierwszych rysunkowych opowieści.
Drugi tom ukazał się dwa lata temu. Jego bohaterami i bohaterkami byli m.in. Guy Brunet, Gérard Sendrey, Jean-François Veillard, Anna Zemánková, Paul Amar czy Marian Henel. Trzeci był chyba w przygotowaniu. Miała się w nim pojawić Genowefa Magiera, ale nie zdążył tej planszy przygotować.

Na podstawie jego grafik powstały też puzzle przedstawiające podwodne światy Paula Amara, które można kupić w muzeach Arts Buissonniers i La Fabuloserie oraz w księgarni Halle Saint Pierre.
Podróż do kresu mojego życia
W połowie 2025 roku usłyszał wyrok. Nie zamierzał się poddawać. Kiedy lekarze robili swoje, on walczył tym, czym najlepiej się posługiwał. W połowie stycznia 2026 roku na swoim profilu w mediach społecznościowych napisał:

Przez najbliższe miesiące będę dzielić się z wami tą szaloną przygodą życia i śmierci, która zaczęła się w maju ubiegłego roku, kiedy dowiedziałem się, że mam paskudnego raka. Rysuję ją na szpitalnych korytarzach, podczas chemio- i radioterapii, w oczekiwaniu na tomografię, rezonans i liczne wizyty lekarskie.
Je vais partager avec vous tout au long des prochains mois cette folle aventure de vie, de mort, commencée au mois de Mai dernier, moment ou j’ai appris que j’avais un vilain cancer. Je la dessine dans les couloirs de l’hôpital, en chimio, en radio, pendant les attentes aux scanner, IRM et autres nombreux r.d.v médicaux.
Ten i każdy kolejny wpis, publikowany w następnych dniach, tygodniach i miesiącach, pojawiał się z podpisem: « Voyage au bout de ma vie », pages … etc.», czyli „Podróż do kresu mojego życia, strony…”

9 czerwca 2026 roku na jego facebooku pojawiła się ostatnia karta z napisem:
Ta historia dobiega końca. Walka o życie, o moje przetrwanie, wkracza w fazę »opieki paliatywnej«. Nie będę opowiadał o ostatnich tygodniach, ostatnich dniach, które — mam nadzieję — upłyną bez zbyt wielkiego cierpienia. Mam też nadzieję, że uda mi się dożyć swoich dni w domu, wśród bliskich i przyjaciół, którzy otaczają mnie miłością w obliczu zbliżającej się śmierci. Przychodzi ona o wiele za wcześnie i o wiele za szybko. A przecież zostało mi jeszcze tyle do zrobienia i tyle, czym chciałem się podzielić.
Macéo, Laurent, Sol i Nadja przemeblowali dla mnie dom, żebym mógł zostać na piętrze i mieć łóżko na tym samym poziomie co łazienka i kuchnia. Jest mi tu wygodnie. Przeżywam końcówkę swojego życia, a każdy oddech przybliża mnie do kresu. Znów stanę się gwiezdnym pyłem, wejdę w tunel…
Żegnaj, François
Andrzej i Radek

Przy pisaniu tekstu korzystaliśmy z:





